Nazywam się Iga Kozłowska. Moja droga do własnego studia projektowego nie prowadziła przez bezrefleksyjne powielanie trendów, ale przez twardą rynkową praktykę i naukę uważności.
Studia w Portugalii oraz we Włoszech dały mi coś znacznie ważniejszego niż sam dyplom — kompletnie świeże spojrzenie na design i ludzkie relacje. To tam nauczyłam się słuchać i wyczytywać intencje między wierszami, pomagając klientom nazwać potrzeby, których sami często nie potrafili ubrać w słowa.
Z natury jestem usprawniaczem. Korporacyjne procedury i duże biura projektowe często szukają „potakiwaczy” — osób, które bezkrytycznie przyklepią nawet najbardziej nieefektywny pomysł. Ja działam inaczej. W pracy wyznaję zasadę „płyńmy do brzegu”. Łączę bezpośrednią, skuteczną komunikację ze zdrowym poczuciem humoru, które potrafi uratować największy kryzys na budowie. Zamiast dyplomatycznych gier, stawiam na podejście win-win — dbam o to, by w relacjach z klientami i wykonawcami każdy był wygrany, a problemy były rozwiązywane natychmiast.
Własne studio założyłam, aby tworzyć zdrowe, transparentne środowisko pracy, oparte na szacunku i bezkompromisowej jakości. Nie wierzę w projekty idealne, bo budowa to żywy organizm. Wierzę jednak w ciągłe doskonalenie procesu. Po latach pracy dla wymagających, dużych marek, dziś całą tę precyzję, porządek w rozliczeniach i techniczny rygor oddaję do dyspozycji moich prywatnych inwestorów.